Wojna z perspektywy okopu

Zwykle w książkach historycznych, czy szkolnych podręcznikach znajdują się opisy wielkich walk z perspektywy obserwatora. Przedstawiane są suche fakty i tok działań operacyjnych, choć w nie małej ilości dzieł opisane są wspomnienia pojedynczych żołnierzy, uczestników bitew. Wojna była rzeczą osobistą, gdzie każdy miał swój mały światek mieszczący się w obrębie okopu, stanowiska, żyjących jeszcze przyjaciół i wielkiej tęsknocie do ukochanego domu.

Wspomnienia ludzi, którzy wtedy walczyli pomogą nam ukształtować zarys tamtych dni i wydarzeń, możemy wyobrazić sobie, co odczuwali i jak się zachowywali rekruci, weterani oraz najlepsi z najlepszych.

Dla Stanów Zjednoczonych II Wojna Światowa rozpoczęła się z dniem agresji ze strony Japonii, czyli 7 grudnia 1941 roku. Ameryka od wybuchu wojny była nastawiona na patrzenie z boku oraz nieangażowanie się w ten konflikt, do tej pory rząd US ograniczał się do pomocy w postaci lend-lease( odstąpił około 50 niszczycieli pochodzących z 1 WŚ Royal Navy, nieoficjalnie udzielał Brytyjczykom danych wywiadowczych, okupował Islandię), lecz po zaatakowaniu portu na Hawajach i wypowiedzeniu Stanom Zjednoczonym wojny przez Hitlera Amerykanie musieli przystąpić do działania.

Pierwszym przedsięwzięciem w jakim jankesi wzięli udział to operacja ,,Torch” – lądowanie w Afryce mające na celu pomoc Brytyjczykom w walce z siłami Rommla. Następnie wojska US wkroczyły na Sycylię, do Włoch, a następnie odbyła się poprzedzona ciężkim, długim oraz wyczerpującym treningiem inwazja na Francję, gdzie Alianci wylądowali w Normandii. Oprócz tego od 1942 roku Amerykanie toczyli walki na Pacyfiku, gdzie starali się wyprzeć Japończyków z zajętych przez nich terenów.

Ogółem wojska US były spotykane na większości frontów. Można sobie teraz postawić pytanie, jaka była motywacja prostego amerykańskiego żołnierza do walki. Nie byli zdesperowani by walczyć za ojczyznę jak to robili Polacy, jankesi walczący na terenie Europy (ci, którzy walczyli na Pacyfiku bili się właśnie w obronie narodu) wyzwalali inne kraje, co nie miało wielkiego wpływu na wydarzenia w ich państwie. Więc co motywowało żołnierzy US? Było to kilka czynników.

Na początku rekrut poznawał nowych ludzi, którzy stawali się jego kolegami z oddziału. Nie chciał się przed nimi ośmieszyć, a zabłysnąć, więc w boju starał się jak najlepiej wypełniać rozkazy i walczyć, by ich nie zawieść. Po wejściu do walki niektórzy przyjaciele ginęli – więc kolejną motywacją była zemsta, również narodowość żołnierza stanowiła ważną kwestię – żołnierze polskiego, czy żydowskiego pochodzenia chcieli wyrównać rachunki za represje na ich narodach. Szczególnie nurtująca jest sprawa jeńców, obozów koncentracyjnych, oraz incydentu pod Malmedy, gdzie zostało rozstrzelanych 84 amerykańskich jeńców.

W warunkach frontowych czasem trudno było zająć się więźniami wojny, a oprócz tego często okrucieństwo żołnierzy powodowało, że wielu poddających się ludzi ginęło. Szczególnie Waffen-SS i Hitlerjugend było nastawione do nie poddawania się. Pewnego razu, gdy znaleziono jednego rannego chłopca z Hitlerjugend chciano mu przetoczyć krew, lecz ten w obawie, by nie była to krew żydowska nie zgodził się i wkrótce zmarł. Weteran walk w Normandii wspominał:
,,SS nie brało nas do niewoli… my ich też. Tyle, że oni musieli poddawać się częściej.”

Kolejną sprawą, o której wspomniałem to obozy koncentracyjne i incydent pod Malmedy – gdy Amerykanie odkryli obozy zagłady m.in w Dachu, Buchenwald , Dora, Flossenburg oraz Mauthausen i dowiedzieli się o rozstrzelaniu tylu bezbronnych jeńców wpadli we wściekłość i doznali szoku.

Następnie, z każdą przebytą potyczką ludzie coraz bardziej tęsknili za domem, chcieli jak najszybciej wydostać się z piekła, które właśnie przeżywali, więc starali się dobrze zabijać Niemców, by szybko skończyć wojnę i móc wrócić w rodzinne strony.

Jeńcy niemieccy w trakcie walk w Ardenach.

Inny temat to znów Pacyfik. Żołnierze walczący na tym froncie bili się w obronie własnej ojczyzny – w końcu to Japonia napadła na Stany Zjednoczone. Oprócz patriotyzmu jankesami kierowała nienawiść do ,,żółtków” i chęć zemsty za ich okrucieństwo. Na tym froncie o braniu jeńców nie ma nawet co wspominać. Okrucieństwo i nienawiść do Amerykanów pochodząca od żołnierzy cesarza stanowiły wystarczający powód do dobrej i skutecznej walki przeciwko nim.

Siedząc w okopie, w dżungli, czy wśród bocage żołnierz potrzebował jakieś opieki, opatrzności. Wielu z nich coś takiego znajdowało w wierze. Bóg pozwalał im myśleć, że jest ktoś, kto może ich obronić, pomóc powrócić do domu i pokonać wroga. Ludzie przystępowali do komunii i spowiedzi kiedy tylko mogli. Charles Jarreau, mechanik ze straży przybrzeżnej wspominał wagę wiary przed lądowaniem w Normandii:
,,Żołnierze po prostu przepełniali doki. Wszędzie widać było ludzi. Duchowni mieli pełne ręce roboty. Widziałem nawet Żydów przystępujących do komunii. Wszyscy byli śmiertelnie przerażeni.”

Kolejną rzeczą, która wpływała na zachowanie żołnierza na polu bitwy to stres, przerażenie oraz załamania. Większość z ludzi, którzy po raz pierwszy doświadczyła ognia nieprzyjacielskiego wpadała w popłoch. Jedni kulili się ze strachu, inni biegali bez sensu krzycząc: ,,Zabierzcie mnie stąd, ja nie chcę umierać”, a część potrafiła zachować zimną krew. Utrudnioną sytuację przez całą wojnę mieli rekruci. Uzupełnienia, które trafiały do Hawru szły do namiotowego miasteczka, w którym nikogo nie znali, dostawali karabin i wyposażenie, a jeśli mieli trochę szczęścia to trafiali na krótkie, ale bardzo im potrzebne dodatkowe ćwiczenia. Większość z nich była ani razu na strzelnicy, albo nawet nie miała nigdy broni w ręce, a o obsłudze Bazooki, czy innych typów broni nie wspominając. Po tym wszystkim żołnierze byli wysyłani tam, gdzie byli potrzebni, od razu na linię frontu do poszczególnych kompanii, plutonów. Siadali w okopie, obok jakiegoś weterana, który nawet nie chciał z nimi rozmawiać, nikogo nie znali, połowa z nich padała ofiarą działań wojennych już po 3 pierwszych dniach pobytu na froncie! Tak, więc kwestia rekrutów stanowiła poważny problem, szczególnie pod koniec wojny, gdzie wielu dobrych żołnierzy szkolonych przed D-Day już zginęło lub byli ranni.

Wielu niespodzianek i ciekawych doświadczeń dostarczały też walki w nocy. Szczególnie na Pacyfiku noc była niebezpieczną porą. Siedząc po ciemku w okopie nigdy nie wiadomo czy nagle z za krzaków wyjdzie partol nieprzyjaciela. Świateł nie wolno używać – nawet najmniejszy błysk mógł zdradzić pozycję. Swoją trudną noc opisał porucznik Otts:
,,[Niemcy] byli tak blisko, że słyszeliśmy brzdęk metalu i plusk nalewanej z manierek wody…Zazwyczaj w każdym okopie siedziało dwóch żołnierzy, kiedy jeden czuwał, drugi spał. Ale, tam, tak daleko od naszych sił i tak blisko linii niemieckich, uznaliśmy, że lepiej będzie umieścić w jednym okopie trzech żołnierzy, dzięki czemu przez całą noc mogło czuwać dwóch jednocześnie.”

Czasem, gdy jankesi siedzieli w okopach, na swoich stanowiskach Niemcy próbowali się tam zakraść i wywołać zamęt w ich szeregach. 10 czerwca w Normandii nieprzyjacielskie siły zaatakowały odłączony oddział 29. Dywizji Piechoty – najpierw wystrzelili flary, a potem rozpoczęli ostrzał z karabinów maszynowych. Amerykanie, którzy wpadli w popłoch próbowali uciec, lecz po ciemku było to trudne i nadziali się na niemiecką drużynę, która poderżnęła im gardła bagnetami. Winą tego incydentu mogło być nieodpowiednie zabezpieczenie żołnierzy 29. Dywizji, ponieważ zmęczeni zadomowili się na tej polanie nie wykopując sobie okopów. Od tej pory każdy człowiek wchodzący w skład tej jednostki kopał dla siebie okop zanim położył się spać.

„Mort pour la France”- poległ za Francję.

Wszystkie przedstawione powyżej sytuacje zmieniały ludzi na zawsze i odciskały trwałe piętno na ich życiu. Podczas tego największego w historii konfliktu zginęła ogromna ilość osób, a o tych, którzy przeżyli powinniśmy jak najdłużej pamiętać.

Bibliografia:

  • Ambrose, Stephen ,,D-Day 6 czerwca 1944 przełomowa bitwa II wojny światowej”
  • Ambrose, Stephen ,,Obywatele w mundurach 6 czerwca 1944-7 maja 1945 od plaż Normandii do Berlina”
  • Ambrose, Stephen ,,Kompania braci”


Przemek

Komentarze wyłączone.